Wszystkie

Wojna w Manchesterze. Dubois i Wardley stworzyli brutalny klasyk wagi ciężkiej

Jeszcze na długo przed pierwszym gongiem wokół walki Daniel Dubois z Fabio Wardley czuć było atmosferę wielkiego brytyjskiego święta boksu. Manchester żył tym pojedynkiem od tygodni, a kibice nie mieli wątpliwości, że w ringu spotkają się dwaj zawodnicy stworzeni do widowiskowej wojny. Obaj słynęli z nokautującego ciosu, obaj nie potrafili kalkulować i obaj mieli coś do udowodnienia. Wardley chciał potwierdzić, że mistrzowski pas nie trafił w jego ręce przypadkiem, Dubois natomiast pragnął zamknąć usta wszystkim tym, którzy po porażkach z Oleksandrem Usykiem zarzucali mu brak charakteru. Już podczas konferencji prasowych było widać, że napięcie rośnie z dnia na dzień, choć obaj zawodnicy bardziej niż słowami odpowiadali spojrzeniami pełnymi chłodnej pewności siebie.

Kiedy w końcu wybiła godzina walki, hala Co-op Live dosłownie eksplodowała. Brytyjskie starcie o pas WBO wagi ciężkiej od początku miało tempo, którego nie powstydziłyby się największe klasyki królewskiej kategorii. Już pierwsze sekundy pokazały, że nie będzie tu miejsca na szachy ani spokojne badanie przeciwnika. Wardley ruszył agresywnie i błyskawicznie posłał Duboisa na deski, czym wprawił kibiców w absolutny szał. Dubois wyglądał na zaskoczonego, ale po chwili podniósł się z chłodnym spokojem człowieka, który wie, że taka noc dopiero się zaczyna.
W kolejnych rundach walka zamieniła się w brutalną wymianę ciężkich bomb. Wardley imponował sercem i odwagą, szedł do przodu mimo coraz mocniejszych ciosów rywala i ani na moment nie próbował uciekać od otwartej bitki. Dubois natomiast z rundy na rundę wyglądał coraz pewniej. Jego firmowy lewy prosty zaczął rozbijać gardę mistrza, a potężne sierpy odbierały Wardleyowi energię. Publiczność oglądała prawdziwy dramat dwóch ludzi, którzy nie zamierzali zrobić kroku w tył. W pewnym momencie obaj wymieniali cios za cios niemal przy linach, jakby całkowicie zapomnieli o defensywie. Był to ten rodzaj walki, który sprawia, że kibice wstają z miejsc i przestają mrugać.

Najbardziej niezwykłe było jednak to, że Wardley mimo potężnych uderzeń wciąż pozostawał na nogach. Jego twarz była coraz bardziej porozbijana, prawe oko niemal całkowicie spuchnięte, ale charakter nie pozwalał mu odpuścić nawet na sekundę. Dubois wyczuł jednak moment słabości. W jedenastej rundzie rzucił się do zdecydowanego ataku, zasypując rywala serią ciężkich ciosów. Wardley próbował odpowiadać, próbował przetrwać, ale jego organizm miał już dość tej wojny. Sędzia przerwał pojedynek, a hala przez chwilę zamarła, zanim wybuchła owacją dla obu pięściarzy.

Dubois padł na kolana bardziej z emocji niż ze zmęczenia. Było widać, że to zwycięstwo znaczy dla niego znacznie więcej niż kolejny pas mistrzowski. To była noc rehabilitacji, noc odzyskania szacunku i pokazania całemu światu, że nadal należy do ścisłej elity królewskiej kategorii. Wardley z kolei mimo porażki wyszedł z tej walki jako bohater. Pokazał charakter starej brytyjskiej szkoły boksu, nieustępliwość i serce wojownika, którego nie sposób nie podziwiać.

Eksperci już teraz mówią, że starcie Dubois – Wardley może zostać uznane za jedną z najlepszych walk wagi ciężkiej ostatnich lat. Nie było w nim kalkulacji, nudnych rund ani zachowawczości. Był za to surowy, brutalny i piękny w swojej autentyczności boks, który przypomniał kibicom, dlaczego właśnie królewska kategoria od dekad rozpala wyobraźnię fanów sportów walki na całym świecie.

Kliknij aby skomentować

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne

FACEBOOK

Nadszedł czas, aby ten świat wojowników został doceniony i uhonorowany marką o której każdy zawodnik będzie mówił z dumą. Wszystkie produkty BELTOR: suplementy, odzież i akcesoria są specjalnie projektowane dla tych, którzy utożsamiają się ze światem sportów walki.

Powered by BELTOR.eu.

Copyright © 2015 Strefa Sztuk Walki. Wszystkie prawa zastrzeżone.