W nocy z 6 na 7 grudnia 2025 roku, podczas gali UFC 323 w Las Vegas, świat MMA znów zwrócił uwagę na legendę polskiego półciężkiego Jana Błachowicza. Jego przeciwnikiem był dynamicznie pnący się w rankingu 33-letni Uzbek, Bogdan Guskov, który przed pojedynkiem legitymował się serią czterech kolejnych zwycięstw przez nokaut.
W dniu ogłoszenia zestawienia polscy i zagraniczni eksperci oceniali to starcie jako odwrotny test doświadczenia i młodzieńczej energii Błachowicz, choć wciąż niepokorny, od dłuższego czasu szukał formy i stabilności po kilku trudnych walkach.
Guskov z kolei zapowiadał, że dla niego to „walka życia” zwycięstwo nad byłym mistrzem mogłoby przybliżyć go do top 10 dywizji półciężkiej.
Pierwsza runda rozpoczęła się spokojniej Błachowicz postawił na niskie kopnięcia i lewy prosty, starając się kontrolować dystans i unikać forsowanego chaosu.
Guskov atakował z przemyślanymi prostymi i próbował wykorzystać młodzieńczą dynamikę, jednak to Polak wydawał się mieć pierwszy plan.
Niemniej druga runda zmieniła wszystko. Guskov zerwał się do ofensywy, trafił czysto, posyłając Błachowicza na deski, a następnie zdominował jego obronę, skutecznie przenosząc walkę do parteru i tam wywierał presję. Na skutek tego sędziowie wskazali rundę na jego korzyść jako 10-8. Wiele osób uważało, że w tym momencie Guskov mógł skończyć pojedynek tracił jedynie precyzję lub trochę szczęścia.
Błachowicz nie poddał się i ostatniej rundzie ruszył do odrabiania strat zdecydowany body-shot, mocny lewy i w ostatnich sekundach cios, który ponownie powalił Uzbekistanca. Ten late knock-down okazał się kluczowy. Chociaż Guskov próbował się podnieść, czas minął i kiedy zabrzmiało ostatnie gong, sędziowie mieli trudne zadanie. Dwóch z nich wypunktowało remis 28–28, jeden dał zwycięstwo Polakowi 29–28. W efekcie pojedynek zakończył się majority draw.
Wynik wielu uznało za niesprawiedliwy, Polak przyjął mnóstwo ciosów, był bliski porażki w rundzie drugiej, ale dramatyczny comeback w trzeciej świadczył o charakterze. Media pisały, że Błachowicz był o krok od spektakularnego powrotu, choć ostatecznie musiał zadowolić się remisem.
Dla Guskov mimo świetnej drugiej rundy i przewagi przez większość walki, remis to także sygnał, że jeszcze nie jest gotowy na szczyt.
Dla Błachowicza to z kolei kolejny dowód, że nawet w 42-gim roku życia potrafi stawić czoła młodym i zmotywowanym rywalom choć pytanie, czy starczy to na regularne zwycięstwa, pozostaje otwarte.
Debiut Guskova jako topowego rywala potwierdził, że dywizja półciężka UFC wciąż daje miejsce zarówno legendom, jak i młodym wojownikom. Dla Błachowicza remis z silnym rywalem może być podwaliną do kolejnej walki być może z kimś z bezpośredniego topu jeśli wróci odpowiednio przygotowany. Dla Guskov to szansa na kolejne zwycięstwo, które pozwoli mu wejść do dwudziestki najlepszych wagi półciężkiej.
Ważne jest to, że walka dostarczyła wielu emocji dramatyczne momenty, wymiana ciosów, przewagę jednego i drugiego, końcowy nokdaun i spór sędziowski. To starcie przypomniało fanom UFC, że MMA to nie tylko statystyki i przemyślane strategie to też serce, walka do ostatniego gongu i szansa na odwrócenie losów w ostatnich sekundach.
