## Pages ### Polityka cookies Niniejsza Polityka plików cookies dotyczy plików „cookies” i odnosi się do strony internetowej www.strefasztukwalki.pl Czym są pliki „cookies”? Pliki „cookies” to małe pliki tekstowe rejestrujące aktywność danego użytkownika online. Ułatwiają poruszanie się po witrynie oraz podejmowanie rozmaitych działań, ponieważ rozpoznają one urządzenie Użytkownika i wyświetlają stronę dopasowaną do jego indywidualnych preferencji. Ich wyłączenie może spowodować błędne działanie strony oraz brak dostępu do niektórych funkcji. Jakiego rodzaju plików „cookie” używamy i w jaki sposób je wykorzystujemy? Sesyjne pliki cookie Pliki cookie pozwalające zapamiętać wybory dokonane przez Użytkownika i używane m.in. przy logowaniu. Pozostają na urządzeniu użytkownika do czasu wylogowania z serwisu lub zamknięcia przeglądarki. Pliki cookie służące do analiz Pliki cookie pozwalające zbierać dane związane ze sposobem korzystania z witryny internetowej, w tym treści klikane przez użytkownika podczas przeglądania witryny, i umożliwiające ulepszanie działania oraz struktury serwisu. Pliki cookie używane do targetowania Pliki cookie zapamiętujące informacje dotyczące korzystania z witryny internetowej, umożliwiające proponowanie użytkownikom promocji i innych informacji dostosowanych do ich preferencji. Usuwanie plików „cookies” Każdy rodzaj przeglądarki oferuje możliwość blokowania i kasowania plików cookie. Więcej informacji na temat zarządzania plikami cookie można uzyskać na stronie producenta przeglądarki, z której korzystasz. ### Polityka prywatności Jakie dane o Tobie zbieramy? Aby można skorzystać z niektórych funkcji na stronie www.strefasztukwalki.pl będziesz musiał podać swoje dane. Zapytamy Cię o Twój adres e-mail, nr. telefonu, imię, nazwisko, miasto z jakiego pochodzisz. Podczas każdej wizyty na stronie www.strefasztukwalki.pl, automatycznie zbierane są dane np. Twój adres IP, nazwa domeny (link) z której przychodzisz, typ konkretnej przeglądarki, typ systemu operacyjnego, itp. Gdy kontaktujesz się z nami za pomocą strony internetowej, telefonu, poczty e-mail, itp. przekazujesz nam swoje dane osobowe, np. imię, nazwisko, adres e-mail, itp. W jaki sposób wykorzystujemy Twoje dane? W żadnym wypadku nie sprzedajemy danych zebranych o Tobie podmiotom trzecim. Jeżeli zapisałeś się na nasz Newsletter, lub w inny sposób wyraziłeś zgodę na jego otrzymywanie, wykorzystamy Twoje dane w celu wysłania Tobie naszego Newslettera. Dane zbierane automatycznie mogą być użyte do analizy zachowań użytkowników na naszej stronie internetowej, zbierania danych demograficznych o naszych użytkownikach, lub do personalizacji zawartości naszych stron internetowych. Dane te są zbierane automatycznie o każdym użytkowniku. Dane zbierane w trakcie korespondencji pomiędzy Tobą, a naszym serwisem będą wykorzystane wyłącznie w celu odpowiedzi na Twoje pytania. W przypadku kontroli Generalnego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych, Twoje dane mogą zostać udostępnione pracownikom Inspektoratu zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. W przypadku naruszenia Regulaminu naszej strony, naruszenia prawa, lub gdy będą wymagały tego przepisy prawa, możemy udostępnić Twoje dane organom wymiaru sprawiedliwości. W jaki sposób będziemy się z Tobą kontaktować? Jeśli wysłałeś do nas zapytanie poprzez formularz kontaktowy bądź email, otrzymasz odpowiedź na podany przez ciebie nr. telefonu bądź adres e-mail. Jeżeli zapisałeś się na nasz Newsletter, lub w inny sposób wyraziłeś zgodę na jego otrzymywanie, będziesz od nas otrzymywać drogą e-mailową Newsletter W jaki sposób możesz poinformować nas o zmianie danych? Dane podane przy wysyłce formularza kontaktowego lub przy zapisie się do wysyłki Newslettera możesz zmienić bądź usunąć informując nas o tym. Dane do kontaktu z nami znajdziesz w dziale KONTAKT. Danych zbieranych automatycznie nie da się zmienić lub usunąć. Wykorzystanie ciasteczek („cookies”) Nasza strona internetowa może wykorzystywać ciasteczka, które służą identyfikacji Twojej przeglądarki podczas korzystania z naszej strony, abyśmy wiedzieli jaką stronę Ci wyświetlić. Ciasteczka nie zawierają żadnych danych osobowych. W jaki sposób zabezpieczamy Twoje dane osobowe? Nasze bazy danych zabezpieczone są przed wglądem osób trzecich. Jedynie dostęp do nich mają wybrani pracownicy naszej firmy oraz administratorzy serwera na jakim uruchomiona jest strona www.strefasztukwalki.pl. Zmiany polityki prywatności. Zastrzegamy sobie prawo zmiany powyższej polityki prywatności poprzez opublikowanie nowej polityki prywatności na tej stronie. W razie dodatkowych pytań dotyczących ochrony prywatności, prosimy kontaktować się z nami poprzez formularz kontaktowy, e-mail lub telefon dostępne na stronie w dziale KONTAKT ## Blogs ### XTB KSW w Radomiu: Kaczmarczyk triumfuje, Wrzosek zatrzymany, Janikowski zwycięża rzutem na taśmę. Emocji nie brakowało! Gala KSW w Radomiu dostarczyła kibicom sportów walki wielu emocji i kilku rozstrzygnięć, które mogą mieć istotny wpływ na układ sił w poszczególnych kategoriach wagowych. W walce wieczoru świetnie zaprezentował się Patryk Kaczmarczyk, który potwierdził swoją wysoką pozycję w federacji, odnosząc kolejne cenne zwycięstwo. Polak od początku narzucił rywalowi własne warunki, kontrolował przebieg pojedynku i ostatecznie dopisał do swojego rekordu kolejną wygraną. Dla Kaczmarczyka był to kolejny ważny krok w budowaniu swojej pozycji w ścisłej czołówce KSW. Jedną z największych niespodzianek gali była porażka Arkadiusza Wrzoska. Popularny ciężki, który w ostatnich latach przebojem wdarł się do czołówki królewskiej kategorii wagowej, tym razem musiał uznać wyższość swojego przeciwnika. Dla Wrzoska jest to bolesne potknięcie, które może nieco oddalić go od kolejnej szansy na najważniejsze walki w dywizji. Porażka pokazała również, że w wadze ciężkiej margines błędu jest minimalny, a jeden słabszy występ potrafi znacząco skomplikować sytuację zawodnika. Ogromnych emocji dostarczyło także starcie Damiana Janikowskiego z Wiktorem Zalewskim. Były medalista olimpijski przez długi moment miał spore problemy z młodszym rywalem, jednak doświadczenie ponownie okazało się kluczowe. Janikowski potrafił przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę w końcowej fazie pojedynku, wygrywając dosłownie rzutem na taśmę. Dla byłego zapaśnika była to niezwykle cenna wygrana, która pozwala mu pozostać w grze o najważniejsze pojedynki w kategorii średniej. Nieudany wieczór zaliczył natomiast Konrad Rusiński. Polak stanął naprzeciw niebezpiecznego Muslima Musaeva i przekonał się o klasie rywala. Musaev od początku prezentował dużą dynamikę i przewagę w kluczowych aspektach walki, a ostatecznie to jego ręka powędrowała w górę. Zwycięstwo tylko umocniło pozycję zawodnika, który coraz częściej wymieniany jest w gronie kandydatów do walki o mistrzowski pas kategorii półśredniej. Wiele wskazuje na to, że właśnie Musaev może w najbliższej przyszłości skrzyżować rękawice z mistrzem Adrianem Bartosińskim w pojedynku o najwyższą stawkę. Radomska gala pokazała, że KSW nie zwalnia tempa. Kaczmarczyk umocnił swoją pozycję, Janikowski udowodnił, że nadal potrafi wygrywać najtrudniejsze pojedynki, a Musaev wysłał wyraźny sygnał do całej kategorii półśredniej. Z drugiej strony porażki Wrzoska i Rusińskiego sprawiły, że ich dalsza droga do największych walk znacząco się skomplikowała. Jedno jest pewne, skutki wydarzeń z Radomia będą odczuwalne jeszcze przez wiele kolejnych miesięcy. ### UFC Freedom 250: Noc, która przeszła do historii. Nawrocki, Błachowicz, Biały Dom i brutalne upadki gigantów Są gale ważne. Są gale wielkie. I są wydarzenia, które wykraczają poza sport. UFC Freedom 250 było właśnie takim widowiskiem, bezprecedensową mieszanką polityki, historii, popkultury i sportów walki. Po raz pierwszy w historii największa organizacja MMA na świecie zawitała na teren Białego Domu, organizując galę z okazji 250-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Atmosfera przypominała bardziej Super Bowl połączone z inauguracją prezydencką niż klasyczny event MMA. Dana White od miesięcy zapowiadał, że UFC Freedom 250 będzie największym wydarzeniem w historii organizacji. Specjalnie przygotowana arena stanęła na terenie Białego Domu, a zawodnicy wychodzili do walk niemal wprost z historycznych budynków amerykańskiej administracji. Pokazy fajerwerków, wojskowa oprawa, patriotyczne ceremonie i obecność najważniejszych postaci świata polityki stworzyły klimat, którego wcześniej w MMA po prostu nie było. Szczególne zainteresowanie polskich kibiców wzbudziła obecność prezydenta Polski, Karol Nawrocki, który pojawił się w Waszyngtonie jako gość specjalny wydarzenia. Towarzyszył mu były mistrz UFC w wadze półciężkiej, Jan Błachowicz. Obaj wspólnie udali się do stolicy USA, a sam Błachowicz podkreślał, że udział w gali organizowanej w Białym Domu jest jednym z najbardziej wyjątkowych doświadczeń w jego karierze. Obecność byłego polskiego mistrza UFC przypominała również o ogromnym wkładzie Polski w rozwój światowego MMA. Dla wielu kibiców widok Błachowicza spacerującego pośród największych gwiazd organizacji był symbolem pozycji, jaką polskie MMA wypracowało sobie przez ostatnią dekadę. Alex Pereira rzuca wyzwanie nowej kategorii. Debiut w wadze ciężkiej kończy się sromotną porażką. Drugą walką wieczoru był pojedynek, o którym mówiło się od momentu jego ogłoszenia. Były mistrz kategorii średniej i półciężkiej UFC, Alex Pereira, postanowił przejść do historii jako pierwszy zawodnik, który zdobyłby mistrzostwo organizacji w trzech różnych kategoriach wagowych. Na jego drodze stanął jednak jeden z najbardziej niewygodnych rywali w całym UFC - Ciryl Gane. Francuz dysponował przewagą warunków fizycznych, szybkości oraz doświadczenia w wadze ciężkiej. Już od pierwszych minut było widać, że Pereira znalazł się na bardzo głębokiej wodzie. Początek walki należał do Brazylijczyka. Pereira próbował ustawiać przeciwnika charakterystycznymi low-kickami i szukał swojej atomowej lewej ręki. Gane pozostawał jednak niezwykle mobilny, pracował na nogach i konsekwentnie rozbijał rywala prostymi. W drugiej rundzie tempo Francuza jeszcze wzrosło. Kolejne kombinacje trafiały coraz częściej, a Pereira miał coraz większy problem ze skracaniem dystansu. Decydujący moment nastąpił po serii mocnych uderzeń pod siatką. Gane zasypał Brazylijczyka gradem ciosów, zmuszając sędziego do przerwania pojedynku. Pereira poniósł porażkę przed czasem i marzenie o zdobyciu pasa w trzeciej kategorii wagowej zostało brutalnie odłożone na później. Dla Gane'a był to jeden z najważniejszych triumfów w karierze. Francuz po raz kolejny udowodnił, że pozostaje ścisłą elitą królewskiej kategorii wagowej i ponownie sięgnął po tymczasowe mistrzostwo wagi ciężkiej. Justin Gaethje szokuje świat. Upadek niepokonanego Ilii Topurii! Jeżeli jednak walka Pereira - Gane była wielkim wydarzeniem, to starcie wieczoru przeszło wszelkie oczekiwania. Do oktagonu wszedł niepokonany mistrz dwóch kategorii wagowych, Ilia Topuria. Hiszpańsko-gruziński fenomen był faworytem bukmacherów i wielu ekspertów uważało, że jego era dominacji dopiero się rozpoczyna. Naprzeciw niego stanął jednak człowiek, którego nigdy nie wolno skreślać, Justin Gaethje. Pierwsza runda była niezwykle wyrównana. Topuria imponował szybkością i precyzją, ale Gaethje odpowiadał charakterystyczną agresją i piekielnie mocnymi ciosami. Od początku było jasne, że żaden z zawodników nie zamierza kalkulować. W drugiej odsłonie wydawało się, że mistrz przejmuje kontrolę. Topuria trafiał potężnymi uderzeniami na korpus, kilkukrotnie zachwiał Amerykaninem i był blisko przełamania rywala. Gaethje jednak przetrwał najgorsze momenty. Trzecia runda okazała się punktem zwrotnym. Doświadczony Amerykanin zaczął coraz częściej trafiać prostymi i prawym sierpowym. Twarz Topurii szybko pokryła się krwią, a tempo walki zaczęło działać na korzyść pretendenta. W czwartej rundzie kibice oglądali prawdziwą wojnę. Gaethje narzucił niewiarygodną presję, rozbijał mistrza kolejnymi kombinacjami i sukcesywnie odbierał mu wzrok oraz mobilność. Topuria walczył sercem, ale obrażenia były coraz poważniejsze. Po zakończeniu rundy jego narożnik podjął trudną decyzję, nie dopuścił zawodnika do piątej odsłony. Tym samym niepokonany dotąd mistrz poniósł pierwszą porażkę w zawodowej karierze. Po walce ujawniono, że Topuria doznał poważnych obrażeń twarzy, w tym złamania oczodołu. Choć nie będzie potrzebował operacji, czeka go dłuższa przerwa od startów. Dla Gaethjego był to moment, na który pracował przez całą karierę. Po latach widowiskowych wojen, porażek i powrotów wreszcie sięgnął po niekwestionowane mistrzostwo kategorii lekkiej, zapisując jedną z najpiękniejszych kart w historii UFC. UFC Freedom 250 spełniło wszystkie obietnice. Była historyczna lokalizacja, polityczny rozmach, obecność światowych przywódców, polski akcent w postaci Karola Nawrockiego i Jana Błachowicza oraz walki, które całkowicie odmieniły układ sił w UFC. Największymi przegranymi wieczoru okazali się Alex Pereira i Ilia Topuria, dwie supergwiazdy, które przyjechały do Waszyngtonu pisać historię, a wyjechały z bolesnymi lekcjami pokory. Największymi zwycięzcami zostali Ciryl Gane i Justin Gaethje, którzy wykorzystali swoją szansę perfekcyjnie. A sama gala? Jeśli UFC rzeczywiście chciało stworzyć wydarzenie, o którym będzie mówił cały świat, to cel został osiągnięty. UFC Freedom 250 już dziś można stawiać obok największych wydarzeń w historii organizacji. ### Rozbita szansa Parzęczewskiego. Polak przegrał walkę o mistrzostwo Europy w 11. rundzie Robert Parzęczewski nie wykorzystał największej szansy w zawodowej karierze. Polak przegrał we włoskiej Guidonii z Luca D'Ortenzi przez techniczny nokaut w 11. rundzie pojedynku o wakujący pas mistrza Europy EBU w wadze półciężkiej. Przed walką wielu kibiców i ekspertów wskazywało Parzęczewskiego jako faworyta. Włoch miał bowiem rekord, który nie robił wielkiego wrażenia pod względem nokautów, przed starciem legitymował się bilansem 20 zwycięstw, ale zaledwie 5 przed czasem. D’Ortenzi bardziej był kojarzony z technicznym boksem niż z siłą ciosu. Co więcej, włoskie media podkreślały, że na co dzień pracuje w fabryce produkującej opony do maszyn rolniczych, a zawodowy boks nie jest dla niego jedynym źródłem utrzymania. Tym większe było rozczarowanie postawą Polaka. Od pierwszych rund Parzęczewski sprawiał wrażenie zawodnika zagubionego i pozbawionego pomysłu na walkę. Owszem, próbował pracować lewym prostym i kontrolować dystans, ale z biegiem czasu jego boks stał się bardzo schematyczny. Akcje ograniczały się głównie do prostego „lewy prawy”, bez większej kreatywności i bez skutecznego kontrataku. Największym problemem była jednak pasywność. Parzęczewski praktycznie nie kontrował, oddając inicjatywę przeciwnikowi. D’Ortenzi nie był szybszy ani wyraźnie lepszy technicznie, ale systematycznie wywierał presję, bił częściej i wyglądał na zawodnika pewniejszego siebie. Polak z rundy na rundę gasł, a jego akcje były coraz bardziej przewidywalne. Decydujący moment nastąpił w 11. odsłonie. Włoch trafił mocnym prawym sierpowym, po którym Parzęczewski znalazł się na deskach. Polak zdołał jeszcze wstać, jednak rywal natychmiast ruszył do ataku. Seria ciosów przy linach zmusiła sędziego do przerwania pojedynku. Ta porażka boli nie tylko samego pięściarza, ale również polskich kibiców. Trudno nie odnieść wrażenia, że jeśli zawodnik typowany na lidera krajowej sceny przegrywa tak wyraźnie z bokserem, który zawodowo pracuje poza sportem i nie słynie z nokautującego ciosu, to jest to bardzo niepokojący sygnał dla poziomu polskiego boksu zawodowego. Europejska czołówka po raz kolejny okazała się dla naszych zawodników sufitem trudnym do przebicia. ### Wojna w Manchesterze. Dubois i Wardley stworzyli brutalny klasyk wagi ciężkiej Jeszcze na długo przed pierwszym gongiem wokół walki Daniel Dubois z Fabio Wardley czuć było atmosferę wielkiego brytyjskiego święta boksu. Manchester żył tym pojedynkiem od tygodni, a kibice nie mieli wątpliwości, że w ringu spotkają się dwaj zawodnicy stworzeni do widowiskowej wojny. Obaj słynęli z nokautującego ciosu, obaj nie potrafili kalkulować i obaj mieli coś do udowodnienia. Wardley chciał potwierdzić, że mistrzowski pas nie trafił w jego ręce przypadkiem, Dubois natomiast pragnął zamknąć usta wszystkim tym, którzy po porażkach z Oleksandrem Usykiem zarzucali mu brak charakteru. Już podczas konferencji prasowych było widać, że napięcie rośnie z dnia na dzień, choć obaj zawodnicy bardziej niż słowami odpowiadali spojrzeniami pełnymi chłodnej pewności siebie. Kiedy w końcu wybiła godzina walki, hala Co-op Live dosłownie eksplodowała. Brytyjskie starcie o pas WBO wagi ciężkiej od początku miało tempo, którego nie powstydziłyby się największe klasyki królewskiej kategorii. Już pierwsze sekundy pokazały, że nie będzie tu miejsca na szachy ani spokojne badanie przeciwnika. Wardley ruszył agresywnie i błyskawicznie posłał Duboisa na deski, czym wprawił kibiców w absolutny szał. Dubois wyglądał na zaskoczonego, ale po chwili podniósł się z chłodnym spokojem człowieka, który wie, że taka noc dopiero się zaczyna. W kolejnych rundach walka zamieniła się w brutalną wymianę ciężkich bomb. Wardley imponował sercem i odwagą, szedł do przodu mimo coraz mocniejszych ciosów rywala i ani na moment nie próbował uciekać od otwartej bitki. Dubois natomiast z rundy na rundę wyglądał coraz pewniej. Jego firmowy lewy prosty zaczął rozbijać gardę mistrza, a potężne sierpy odbierały Wardleyowi energię. Publiczność oglądała prawdziwy dramat dwóch ludzi, którzy nie zamierzali zrobić kroku w tył. W pewnym momencie obaj wymieniali cios za cios niemal przy linach, jakby całkowicie zapomnieli o defensywie. Był to ten rodzaj walki, który sprawia, że kibice wstają z miejsc i przestają mrugać. Najbardziej niezwykłe było jednak to, że Wardley mimo potężnych uderzeń wciąż pozostawał na nogach. Jego twarz była coraz bardziej porozbijana, prawe oko niemal całkowicie spuchnięte, ale charakter nie pozwalał mu odpuścić nawet na sekundę. Dubois wyczuł jednak moment słabości. W jedenastej rundzie rzucił się do zdecydowanego ataku, zasypując rywala serią ciężkich ciosów. Wardley próbował odpowiadać, próbował przetrwać, ale jego organizm miał już dość tej wojny. Sędzia przerwał pojedynek, a hala przez chwilę zamarła, zanim wybuchła owacją dla obu pięściarzy. Dubois padł na kolana bardziej z emocji niż ze zmęczenia. Było widać, że to zwycięstwo znaczy dla niego znacznie więcej niż kolejny pas mistrzowski. To była noc rehabilitacji, noc odzyskania szacunku i pokazania całemu światu, że nadal należy do ścisłej elity królewskiej kategorii. Wardley z kolei mimo porażki wyszedł z tej walki jako bohater. Pokazał charakter starej brytyjskiej szkoły boksu, nieustępliwość i serce wojownika, którego nie sposób nie podziwiać. Eksperci już teraz mówią, że starcie Dubois - Wardley może zostać uznane za jedną z najlepszych walk wagi ciężkiej ostatnich lat. Nie było w nim kalkulacji, nudnych rund ani zachowawczości. Był za to surowy, brutalny i piękny w swojej autentyczności boks, który przypomniał kibicom, dlaczego właśnie królewska kategoria od dekad rozpala wyobraźnię fanów sportów walki na całym świecie. ### Benavidez przejmuje junior ciężką po demolce Ramireza! Walka między David Benavidez, a Gilberto Ramirez miała odpowiedzieć na pytanie o układ sił w kategorii junior ciężkiej i dała odpowiedź bardziej jednoznaczną niż ktokolwiek się spodziewał. Benavidez nie tylko wygrał, on całkowicie zdominował przeciwnika i w jednym wieczorze stał się centralną postacią tej dywizji. Od pierwszych sekund Amerykanin narzucił tempo, które dla Ramireza okazało się nie do utrzymania. Skracanie dystansu presja i ogromna liczba wyprowadzanych ciosów sprawiły, że Meksykanin bardzo szybko został zepchnięty do defensywy. Próby boksowania z kontry i wykorzystywania leworęcznej pozycji nie przynosiły efektu ponieważ Benavidez konsekwentnie łamał jego rytm. Przełom nastąpił w czwartej rundzie kiedy Ramirez po raz pierwszy znalazł się na deskach. Od tego momentu walka miała już wyraźnie jednostronny charakter. W kolejnej odsłonie twarz Meksykanina nosiła ślady ciężkiego pojedynku, a jego reakcje były coraz wolniejsze. Szósta runda przyniosła zakończenie po kolejnej serii ciosów Ramirez uklęknął, a sędzia przerwał walkę notując pierwszą porażkę przez nokaut w jego karierze. To starcie obnażyło fundamentalne różnice między zawodnikami. Benavidez dysponował szybkością, aktywnością i intensywnością której Ramirez nie był w stanie zneutralizować. W półdystansie Amerykanin był bezkonkurencyjny, a jego ciągła presja sprawiała że rywal nie miał przestrzeni na budowanie własnych akcji. W efekcie pojedynek który na papierze zapowiadał się wyrównanie zamienił się w pokaz dominacji. Zwycięstwo Benavideza natychmiast przełożyło się na zmianę układu sił w wadze cruiser. Na szczycie pojawił się zawodnik który łączy efektowny styl z wysoką skutecznością i potencjałem medialnym. W ścisłej czołówce pozostają takie nazwiska jak Jai Opetaia oraz Noel Mikaelian jednak to właśnie Benavidez wyznacza dziś kierunek rozwoju kategorii. Wiele wskazuje na to że kolejnym krokiem będą walki unifikacyjne które mogą uporządkować sytuację mistrzowską i nadać tej wadze nową dynamikę. Po latach rozproszenia i braku wyraźnego lidera cruiserweight wreszcie zyskuje postać wokół której można budować największe pojedynki. Na tym tle sytuacja w Polsce wygląda znacznie mniej optymistycznie. Mateusz Masternak po porażce stracił swoją pozycję w walce o światową czołówkę, a brak szerokiego zaplecza sprawia że trudno mówić o realnej konkurencji na najwyższym poziomie. Jedynym zawodnikiem, który utrzymuje się w grze pozostaje Michał Cieślak który dzięki wysokim pozycjom rankingowym znajduje się blisko walki o tytuł mistrzowski. Dla Cieślaka nadchodzący okres może być decydujący. Ewentualna walka o pas i jej wynik mogą określić miejsce Polski w światowym cruiserweight na kolejne lata. W momencie gdy światowa czołówka nabiera tempa, a nowe nazwiska budują swoją pozycję polski boks znajduje się w punkcie zawieszenia czekając na przełamanie które może przywrócić go do gry. Pojedynek Benavidez - Ramirez zapisze się jako moment zwrotny. Nie tylko ze względu na jednostronny przebieg ale przede wszystkim przez konsekwencje jakie niesie dla całej kategorii. Nowy lider oznacza nowe możliwości nowe zestawienia i szansę na to że waga junior ciężka stanie się jedną z najbardziej interesujących w zawodowym boksie! ### Błyskawiczne nokauty i wielkie emocje – TFL 37 w Lublinie z mistrzowskimi rozstrzygnięciami. Gala TFL 37 Limited Edition, która odbyła się 11 kwietnia 2026 roku w Lublin, okazała się jednym z najmocniejszych wydarzeń sportów walki na wschodzie Polski w ostatnich latach. Organizacja Thunderstrike Fight League ponownie przyciągnęła komplet publiczności, a kibice w hali Uniwersytetu Medycznego otrzymali widowisko pełne szybkich rozstrzygnięć, efektownych nokautów i dużych emocji. Już od pierwszych walk było widać, że będzie to wieczór, w którym dominować będą zdecydowane rozstrzygnięcia przed czasem. Lokalni zawodnicy pokazali się z bardzo dobrej strony, a atmosfera podgrzewana przez licznie zgromadzonych fanów przypominała największe wydarzenia sportowe w regionie. Co ciekawe, gala miała również nietypową formułę organizacyjną, walki odbywały się równolegle w klatce i w ringu, co dodatkowo podniosło dynamikę wydarzenia i pozwoliło kibicom śledzić jeszcze więcej pojedynków. Jednym z najważniejszych punktów gali był co-main event, w którym Konrad Delekta zmierzył się z Patryk Zienkiewicz o pas mistrzowski TFL K-1 w kategorii do 90 kilogramów. Reprezentant Waleczna Lubelszczyzna od samego początku narzucił rywalowi swoje warunki. Delekta wszedł w pojedynek niezwykle agresywnie, kontrolując dystans i systematycznie rozbijając przeciwnika kombinacjami ciosów. Starcie trwało zaledwie kilkadziesiąt sekund, przewaga Delekty była wyraźna od pierwszej wymiany. Zienkiewicz był liczony po kolejnych nokdaunach, a dominacja zawodnika z Lublina nie podlegała żadnej dyskusji. Kontrowersje wzbudziła jednak postawa sędziego, który zdaniem wielu obserwatorów zbyt długo pozwalał kontynuować pojedynek mimo wyraźnej przewagi jednego zawodnika. Liczenie po nokdaunie trwało wyjątkowo długo, co wywołało reakcję publiczności i komentarze ekspertów sugerujące, że walka powinna zostać przerwana wcześniej. Ostatecznie Konrad Delekta zwyciężył przez techniczny nokaut w pierwszej rundzie, notując trzy nokdauny i sięgając po pas mistrzowski kategorii do 90 kg. Był to występ kompletny – szybki, dominujący i potwierdzający jego wysoką pozycję w krajowym K-1. Za sukcesem zawodnika stoi również sztab szkoleniowy, na czele z Tomasz Borowiec, który od lat buduje siłę Walecznej Lubelszczyzny i rozwija czołowych fighterów regionu. Kulminacją wieczoru była jednak walka wieczoru, w której Bartłomiej Guz stanął do obrony pasa w kategorii do 77 kilogramów przeciwko Camillusowi De Witte. Pojedynek, który zapowiadany był jako jedno z najciekawszych starć gali, zakończył się równie szybko, co efektownie. Guz od pierwszych sekund narzucił wysokie tempo, skracając dystans i wywierając presję na rywalu. Precyzyjne kombinacje bokserskie i skuteczne ataki sprawiły, że przeciwnik nie był w stanie odnaleźć rytmu walki. Decydująca akcja przyszła jeszcze w pierwszej rundzie, sędzia przerwał pojedynek po serii celnych uderzeń, a Guz obronił mistrzowski pas przez techniczny nokaut. Zarówno walka wieczoru, jak i co-main event pokazały wyraźny trend tej gali, dominację i bezdyskusyjne zwycięstwa faworytów. TFL 37 było wydarzeniem dynamicznym, intensywnym i stojącym na wysokim poziomie sportowym. Kibice zobaczyli nie tylko uznane nazwiska, ale także wielu młodych, ambitnych zawodników, którzy coraz śmielej zaznaczają swoją obecność na scenie sportów walki. Lublin po raz kolejny potwierdził swoją rosnącą rolę jako ważnego ośrodka K-1 i MMA w Polsce. Frekwencja, atmosfera oraz poziom walk jasno pokazują, że tego typu wydarzenia mają w regionie ogromny potencjał i wierną publiczność. Gala TFL 37 była tego najlepszym dowodem zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym. ### Masternak bez argumentów. Riley zdominował walkę w Londynie Podczas gali w londyńskiej O2 Arenie Mateusz Masternak (50-7, 33 KO) stanął do obrony pasa mistrza Europy wagi junior ciężkiej w starciu z niepokonanym Viddalem Rileyem (14-0, 7 KO). Stawką pojedynku był nie tylko tytuł EBU, ale także status oficjalnego pretendenta do walki o mistrzostwo świata IBF. Od pierwszego gongu było widać wyraźną przewagę Brytyjczyka. Riley narzucił wysokie tempo, był aktywniejszy i częściej trafiał celnymi kombinacjami, spychając Polaka do defensywy. Masternak próbował odpowiadać z kontry, jednak jego akcje były zbyt rzadkie, by realnie zagrozić rywalowi. W kolejnych rundach obraz walki nie ulegał zmianie. Riley kontrolował dystans, wywierał presję i regularnie punktował, podczas gdy „Master” nie potrafił znaleźć sposobu na przełamanie przeciwnika. Brytyjczyk szczególnie mocno zaznaczył swoją przewagę w środkowych rundach, gdzie jego uderzenia wyraźnie dochodziły celu. Była to jednostronna rywalizacja, Masternak nie miał swoich momentów, nie zdołał przejąć inicjatywy ani narzucić własnych warunków. Po pełnych 12 rundach sędziowie nie mieli wątpliwości, punktując walkę jednogłośnie dla Riley’a: 118-110, 118-110, 119-109. Dla Polaka oznacza to nie tylko utratę pasa EBU, ale również przekreślenie szans na walkę o tytuł mistrza świata w najbliższym czasie. Riley natomiast wykonał ogromny krok w kierunku światowej czołówki kategorii cruiser. Ringowa wojna w walce wieczoru. Wilder lepszy od Chisory W walce wieczoru gali w Londynie kibice zobaczyli prawdziwą ringową wojnę pomiędzy Deontayem Wilderem a Derekiem Chisorą. Starcie dwóch doświadczonych ciężkich od początku zapowiadało się na brutalną konfrontację, i dokładnie takie było. Pojedynek obfitował w chaos, twarde wymiany i momenty, w których inicjatywa przechodziła z rąk do rąk. Obaj zawodnicy trafiali mocnymi ciosami, a tempo walki mimo upływu rund pozostawało wysokie. Nie brakowało dramatycznych sytuacji. W jednej z rund obaj pięściarze lądowali na deskach, a końcówka pojedynku była niezwykle intensywna i nieprzewidywalna. Kluczowym momentem okazała się przewaga Wildera w przekroju całego starcia, Amerykanin był nieco skuteczniejszy i zanotował ważne akcje, w tym liczenie rywala w trakcie walki. Ostatecznie o wyniku zdecydowali sędziowie, którzy niejednogłośną decyzją wskazali na Wildera (115-111, 112-115, 115-113). Dla Chisory była to jubileuszowa, 50. walka w zawodowej karierze, jak się okazało, również ostatnia. Wilder natomiast dopisał do rekordu kolejne zwycięstwo i udowodnił, że mimo upływu lat wciąż liczy się w wadze ciężkiej. ### Szymon Kołecki podwójnym mistrzem. Dramatyczna walka i efektowne zwycięstwo na Babilon MMA 57 Gala Babilon MMA 57 w Ciechanowie przyniosła kibicom niezwykle emocjonujące starcie o pas wagi ciężkiej. W walce wieczoru Szymon Kołecki zmierzył się z Stuart Austin, a pojedynek od pierwszych sekund układał się w sposób daleki od komfortowego dla reprezentanta Polski. Już na początku pierwszej rundy Austin narzucił wysokie tempo i szybko zaznaczył swoją przewagę w stójce. Po jednej z mocnych akcji trafił Kołeckiego czysto, posyłając go na moment na deski. Był to bardzo trudny moment dla Polaka, który jednak błyskawicznie się pozbierał i kontynuował walkę. W dalszej części rundy Kołecki próbował przenosić starcie do parteru, jednak jego próby obaleń nie przynosiły efektu, a Brytyjczyk skutecznie utrzymywał walkę w swojej płaszczyźnie. Pierwsza odsłona zakończyła się bez rozstrzygnięcia, choć to Austin sprawiał wrażenie zawodnika bardziej niebezpiecznego. Druga runda rozpoczęła się bardzo podobnie. Austin ponownie trafił Kołeckiego, zmuszając go do cofania się i walki pod presją. Polak znów znalazł się w kryzysie, jednak tym razem wyraźnie było widać jego doświadczenie. Zamiast wdawać się w chaotyczną wymianę, przeczekał najtrudniejszy moment i stopniowo zaczął odzyskiwać kontrolę nad przebiegiem pojedynku. Z każdą kolejną sekundą tempo walki spadało, co działało na korzyść Kołeckiego. Decydująca akcja nastąpiła w momencie, gdy pojedynek przeniósł się do parteru. Austin popełnił błąd przy próbie sprowadzenia, co natychmiast wykorzystał Kołecki. Polak przejął kontrolę nad rywalem, zajął jego plecy i bez zawahania dopiął duszenie zza pleców. Zapięcie było na tyle ciasne, że Brytyjczyk nie miał możliwości ucieczki i był zmuszony odklepać w drugiej rundzie. Tym samym Szymon Kołecki sięgnął po pas kategorii ciężkiej Babilon MMA, zapisując się w historii organizacji jako podwójny mistrz. Było to zwycięstwo, które nie przyszło łatwo, Polak musiał przetrwać trudne chwile, wykazać się odpornością i chłodną głową, by ostatecznie wykorzystać jeden błąd przeciwnika i zakończyć walkę przed czasem. Pojedynek z Austinem pokazał, że Kołecki potrafi odnaleźć się nawet w najbardziej wymagających sytuacjach. Mimo wyraźnych problemów w stójce udowodnił, że jego największym atutem pozostaje walka w parterze oraz umiejętność podejmowania właściwych decyzji w kluczowych momentach starcia. ### 28 sekund i koniec. Iwo Baraniewski znów nokautuje na UFC w Londynie Podczas gali UFC w Londynie kibice byli świadkami kolejnego spektakularnego występu Iwo Baraniewskiego. Polak potrzebował zaledwie 28 sekund, aby brutalnie znokautować swojego rywala i dopisać do rekordu kolejne zwycięstwo przed czasem. Od pierwszego gongu było jasne, że Baraniewski nie zamierza wdawać się w długą, taktyczną rozgrywkę. Ruszył agresywnie do przodu, skracając dystans i wywierając presję, na którą przeciwnik nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Już po chwili doszło do krótkiej wymiany ciosów i to właśnie wtedy Polak trafił idealnie. Potężne uderzenie zakończyło walkę natychmiast. Rywal padł na matę, a sędzia bez zawahania przerwał pojedynek. Oficjalny czas zakończenia: 0:28 pierwszej rundy. To kolejny dowód na to, że Baraniewski znajduje się w znakomitej formie i coraz śmielej zaznacza swoją obecność w organizacji UFC. Jego styl walki oparty na presji, dynamice i nokautującej sile sprawia, że staje się niezwykle niebezpieczny dla każdego przeciwnika. Tak szybkie i efektowne zwycięstwa nie przechodzą bez echa. Występ w Londynie z pewnością przyciągnie uwagę zarówno kibiców, jak i decydentów organizacji. Coraz częściej pojawiają się pytania, kiedy Polak dostanie szansę walki z wyżej notowanym rywalem. Zostało to także docenione przez właścicieli federacji pokaźnym bonusem w wysokości 100 000$! Jedno jest pewne, jeśli Iwo Baraniewski utrzyma obecną dyspozycję, jego kariera może nabrać bardzo szybkiego tempa. A kolejne walki z jego udziałem zapowiadają się jako obowiązkowa pozycja dla fanów sportów walki! ### Już 4 kwietnia wielka szansa Masternaka! Eliminator IBF. 4 kwietnia 2026 roku londyńska O2 Arena stanie się miejscem jednej z najciekawszych gal bokserskich tej wiosny. Kibice zgromadzeni w hali oraz przed telewizorami zobaczą kilka mocnych pojedynków, a wśród nich walkę z ogromnym znaczeniem dla polskich fanów starcie Mateusza Masternaka z niepokonanym Viddalem Rileyem w eliminatorze do pasa IBF wagi cruiser. Dla Mateusza Masternaka (50-6, 33 KO) będzie to jeden z najważniejszych pojedynków w karierze. Doświadczony Polak od lat należy do ścisłej czołówki wagi cruiser, a w ostatnich walkach ponownie udowodnił, że wciąż jest zawodnikiem zdolnym rywalizować z najlepszymi. Eliminator federacji IBF to dla niego realna szansa na kolejną walkę o mistrzowski pas. Po drugiej stronie ringu stanie Viddal Riley (13-0, 7 KO), jeden z najciekawszych brytyjskich prospektów młodego pokolenia. 27-latek jest niepokonany na zawodowych ringach i z każdą kolejną walką potwierdza swój potencjał. Dla Riley’a pojedynek z tak doświadczonym rywalem jak Masternak będzie największym testem w dotychczasowej karierze. Starcie zapowiada się niezwykle interesująco także pod względem stylów. Masternak to bokser bazujący na solidnym fundamencie technicznym, dobrej pracy na nogach i dużym doświadczeniu w długich, taktycznych pojedynkach. Riley z kolei wnosi do ringu młodość, szybkość i dynamikę. W stawce pojedynku jest bardzo wiele, a zwycięzca znajdzie się o krok od walki o mistrzowski pas IBF w kategorii cruiser. Główną atrakcją gali będzie jednak starcie w wadze ciężkiej pomiędzy Deontayem Wilderem a Dereckiem Chisorą. To pojedynek dwóch zawodników, którzy od lat dostarczają kibicom ogromnych emocji. Wilder słynie z potężnej siły ciosu i nokautów, które przeszły już do historii królewskiej kategorii. Z kolei Chisora to jeden z najbardziej walecznych i nieustępliwych pięściarzy wagi ciężkiej ostatnich lat, znany z agresywnego stylu i widowiskowych ringowych wojen. Dla brytyjskich kibiców obecność Chisory w walce wieczoru w londyńskiej O2 Arenie to dodatkowy powód do emocji, atmosfera w hali będzie wyjątkowa. Gala 4 kwietnia zapowiada się jako prawdziwe święto boksu. Z jednej strony pojedynek doświadczonego Masternaka z głodnym sukcesu Rileyem w walce o ogromną stawkę, z drugiej ciężka artyleria w postaci Wildera i Chisory w starciu, które może zakończyć się w każdej chwili efektownym nokautem. Dla polskich kibiców oczy wszystkich będą zwrócone na Mateusza Masternaka. Jeśli w Londynie pokona niepokonanego Brytyjczyka, zrobi ogromny krok w kierunku kolejnej walki o mistrzostwo świata.